Wobec liczby spotkań, jakie musi w tej rundzie rozgrywać poznański Lech, siły jego piłkarzy są towarem deficytowym. W meczu z liderem "Kolejorz" nieoczekiwanie mógł je jednak oszczędzać. Wygrał bowiem mecz na szczycie bardzo łatwo. I szybko, bo w ciągu zaledwie 6 minut.
- Lech pokazał nam miejsce w szeregu - stwierdził trener Polonii Warszawa, Jacek Zieliński.
Okazuje się, że obciążenie meczami ligowymi i w europejskich pucharach nie odbija się aż tak bardzo na dyspozycji Lecha Poznań. Te mecze, które rozgrywane są co tydzień, wygrywa. Gorzej, gdy kolejka wypadnie w środku tygodnia - tak jak było w tym tygodniu. To wyjaśniałoby zagadkę, dlaczego np. Lech, który rozbija Polonię Warszawa, męczy się i traci punkty ze znacznie słabszą Polonią z Bytomia.
Lidera, Polonię Warszawa lechici podejmowali jednak w niedzielę i dopisało im szczęście. Dwa szybko wbite "Czarnym Koszulom" gole spowodowały, że Lech Poznań mógł dowolnie rozwiązać dalej to spotkanie. Trzeba bowiem pamiętać, że pod względem liczby rozgrywanych spotkań "Kolejorz" nie ustępuje nawet wielu klubom Europy. Dlatego musi oszczędzać siły. Takie mecze, jak ten z Polonią Warszawa na pozór mógł być idealny do takich oszczędności. Ledwie się bowiem rozpoczął, a już się rozstrzygnął.
W sobotę Wisła Kraków potrzebowała dziewięciu minut, by rozbić Lechię Gdańsk. W niedzielę Lechowi Poznań wystarczyły dwie minuty, by wbić liderowi, Polonii Warszawa, dwa gole. Oba strzelił Peruwiańczyk Hernan Rengifo, o którym mówiło się, że stracił swoją formę i skuteczność. Skuteczność - owszem, bo nie zdobył gola od września. Nie formę jednak, bo Rengifo - wobec skuteczności czy to Semira Stilicia, czy Roberta Lewandowskiego - stał się w Lechu koniem roboczym, od którego zależało co mecz wykonanie roboty pod polem karnym. Przepychał się z obrońcami, skakał z nimi do główek, nękał ich, biegał po pasywnym spalonym, strącał wreszcie piłki zagrywane przez swych kolegów. Nie strzelał, to prawda, ale bez Rengifo nie byłoby wielu zwycięstw Lecha. Gdy zabrakło go chociażby w pojedynku ze Śląskiem Wrocław, gra ofensywna się posypała.
Tym razem Rengifo do swej mrówczej pracy dołożył niespełna dwuminutowy, strzelecki popis. Najpierw wykończył dobre podanie, a następnie uderzył z 30 metrów, a piłka wpadła do siatki. Błąd bramkarza? - Gdybym za ten mecz miał mieć pretensje do Przyrowskiego, to bym się ośmieszył, bo to co potem wyciągał i nas ratował, to jego - stwierdził trener Polonii Jacek Zieliński.